Stranger Things – recenzja, TOP5 pozytywów

Stranger Things recenzja

,,Stranger Things” to mini-serial z klimatem, za którym bardzo tęskniłem. Produkcja Netflixa powiela wiele filmowych klisz, ale robi to w przemyślany i ciekawy sposób, dlatego, przynajmniej ja osobiście, nie miałem wrażenia jakbym miał do czynienia z odgrzewanym kotletem. Jakie są największe plusy tego serialu?

,,Stranger Things” łączy elementy wielu gatunków: komedii, kina familijnego, horroru czy dramatu. Całość spina tło małego, amerykańskiego miasteczka i cała masa rozmaitych nawiązań do lat 80-tych, w których ma miejsce akcja serialu. Plakaty klasycznych filmów, piosenki, dialogi polityczne, skrupulatnie stworzona scenografia – wszystko to wypada bardzo atrakcyjnie. Tylko o czym właściwie jest ta historia?

Na wstępie poznajemy 4 chłopców, grających w Dungeons&Dragons, typowych szkolnych nerdów, fanów fantasy i SF, raczej mało popularne w klasy okazy. W trakcie samotnego powrotu nocą na rowerze, jeden z nich zostaje zaatakowany przez dziwne stworzenie i znika bez śladu. Zrozpaczona matka zgłasza zaginięcie szefowi lokalnej policji, który z początku lekceważy całą sprawę, przypominając, że najgroźniejsze wydarzenie w historii miasteczka to atak sowy na kobietę z fryzurą przypominającą gniazdo. Sytuacja się zagęszcza, gdy w trakcie poszukiwań nasi młodzi bohaterowie trafiają zamiast na swojego kolegę, na ogoloną na łysą dziewczynkę, która prawie nic nie mówi. Tajemnica jest tu więc motywem przewodnim. Nie chcę zdradzać nic z fabuły, dlatego zastanawiałem się jak w ogóle podejść do tej recenzji. Postanowiłem zrobić to, przedstawiając 5 pozytywów serialu. A dlaczego pozytywów? Bo to tytuł zdecydowanie wart polecenia, co w zasadzie mogę zdradzić już teraz. OK, to jedziemy, a opcjonalnie zachęcam do odsłuchania tej recenzji w formie video wklejonego poniżej.

#1 Brak efektu LOST

Scenariusz pełen tajemnic to nie lada gratka, ale problem się pojawia, gdy sekret goni sekret, a ciekawość widza nie jest zaspokajana. W efekcie, historia nie trzyma się kupy. Ten problem najlepiej ilustruje serial LOST, gdzie scenarzyści wymyślali fabułę niemal na bieżąco i np. wieńcząc 1-szy sezon odkryciem bunkru – sami jeszcze nie wiedzieli, co w nim umieszczą w 2-gim sezonie. ,,Stranger Things” unika tego błędu, bo niemal w każdym odcinku dowiadujemy się czegoś istotnego, nie ma tu niezliczonej liczby pobocznych wątków, a akcja posuwa się wartko do przodu. To na ile poszczególne rozwiązania fabularne mają sens czy są ciekawe jest rzeczą gustu, ale przynajmniej nie mamy tu do czynienia z tasiemcem z nieustannymi cliffhangerami bez konkluzji. Pierwszy sezon Stranger Things to 8 intensywnych odcinków i taka formuła okazała się dla mnie optymalna.




#2 Charaktery na tle lat 80-tych

Najlepsze seriale takie jak ,,The Walking Dead” czy ,,Breaking Bad” skupiają się na relacjach między bohaterami i zmianach w osobowości oraz emocjach bohaterów. Tak też jest w ,,Stranger Things”, choć czasami miałem wrażenie, że poszczególne wątki osobno są prowadzone dobrze, natomiast tak jakby nie do końca się ze sobą łączyły tzn. wątek poczynań chłopców, z wątkiem Nancy i nastolatków i tym, co robią dorośli – momentami jakby brakowało dialogów, łączących te sfery, no ale mniejsza z tym. W każdym razie, każda postać jest ciekawa, np. postać policjanta Jima – niby leniwy żul, a z czasem okazuje się niezłym twardzielem i porządnym gościem. No, może wyjątkiem jest tu tylko postać histerycznej matki granej przez Winonę Ryder. Nie chodzi tu o to, aby nikt nie był irytujący. Tak nie jest i dobrze, bo takie osoby też są potrzebne. Najgorsze, co może czuć widz to obojętność, a tego w ,,Stranger Things” nie ma. Na dokładkę mamy tu bardzo fajny klimat, przywodzący na myśl ,,E.T.”, ,,Super 8” oraz najbardziej klasyczne horrory, do których twórcy odnoszą się wprost w niektórych scenach, np. ,,Duch” Spielberga.

#3 Dziecięcy aktorzy

stranger things dzieciDuże role przeznaczone dla dzieci to spore wyzwanie. Trudno bowiem o utalentowane dzieciaki, jeszcze pół biedy, jeśli chodzi o głupawe komedie albo kino familijne, ale w produkcji takiej jak ,,Stranger Things” było bardzo łatwo o poważny fuck up. Na szczęście, dzieciaki naprawdę dają radę, fajnie wypadają w humorystycznych scenach i wydają się mądrze dobrani do swoich ról. Na szczególne wyróżnienie zasługuje praca Millie Bobby Brown, której postać niewiele mówi i jest naznaczona traumatycznymi doświadczeniami. Nie jestem jakimś fachowcem od warsztatu aktorskiego, ale po prostu jako zwykły widz czułem się bardzo zaangażowany podczas oglądania scen z jej udziałem. Tajemnicza ,,Jedenastka” dostarcza dużego ładunku emocjonalnego dla całej historii i nie wahałbym się wskazać tej postaci w gronie najlepszych dziecięcych kreacji takich jak Newt z ,,Obcego II” czy Jack w filmie ,,Room”.

#4 Ścieżka dźwiękowa

Jak można zrecenzować muzykę w serialu? Najlepiej jej posłuchać. Ścieżka stworzona przez zespół SURVIVE ma w sobie coś hipnotyzującego i momentami przyprawiającego o ciarki. Co najważniejsze, świetnie komponuje się z ważnymi scenami w serialu. Możemy o niej nie myśleć, ale to dlatego, że jeszcze bardziej przeżywamy wydarzenia z udziałem bohaterów. Cóż mogę powiedzieć, takie rzeczy to już kwestia bardzo subiektywnych odczuć. Motyw muzyczny ,,Stranger Things” kojarzy mi się nieco z muzyką z ,,The Thing” Carpentera, co może być nieprzypadkowe, bo w serialu nie brakuje aluzji do tego filmu. Generalnie, ścieżka dźwiękowa zrobiła na mnie duże wrażenia i zdecydowanie ją polecam.

#5 Potwór

Chyba nie jest spoilerem informacja, że w historii występuje potwór. Wokół niego kręci się w zasadzie cała akcja, ale widać go bardzo rzadko, w dosłownie kilku migawkach i otoczeniu mroku lub mgły. Uważam, że to świetny zabieg, bo zawsze bardziej przeraża to czego nie widać, o czym chyba zapomniało wielu twórców horrorów. Pewnie wpłynęły na to też ograniczenia budżetowe, ale to żadna ujma, bo często przekłada się to na bardziej kreatywne pomysły, np. w finałowym epizodzie potwór jest widoczny w pełnej krasie, ale przy mrugającym oświetleniu, co pewnie miało przykryć dość przeciętne efekty CGI. Sam design stwora też jest całkiem w porządku, choć okres, w którym jego wygląd był niedookreślony i niejasny był bardziej ekscytujący niż bezpośrednia konfrontacja w finale sezonu.

3

Ponadnaturalne wydarzenia w ospałym, małym miasteczku to dość oklepany, ale, jeśli dobrze wykonany, bardzo intrygujący pomysł. ,,Stranger Things” nie jest wolny od wad, np. pewnych luk fabularnych, ale bez wątpliwości ten serial oferuje moc zalet: świetny klimat, scenografię, muzykę, emocje. Mówiąc w skrócie – dobra rozrywka na 2-3 wieczory, dlatego z zainteresowaniem wyczekuję 2-ego sezonu, który ma otworzyć i rozwiązać nierozstrzygnięte wątki historii.




Facebook Comments